poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Przesłanie do przyszłych pokoleń (a message to the next generation)


Jak już napisałyśmy we wcześniejszych postach, pani Stefania zrobiła na nas ogromne wrażenie. Jest to osoba o wspaniałym, dobrym i pełnym współczucia sercu. Zapytana, dlaczego pomagała innym, narażając swoje zdrowie i życie, odpowiada:

"Trzeba pomagać ludziom. Widzicie- ja szalenie lubiłam zwierzęta, nadal je kocham. Od małego zawsze miałam jakąś wiewiórkę, która wypadła z dziupli, jakąś jaskółkę, która wypadła z gniazda. Wiecznie się kogoś hodowało. Ja wilka, prawdziwego wilka z lasu- ślepe szczenię od takiego małego wychowałam na takiego wilczura i poiłam mlekiem. Prawdziwego wilka! Do każdego konia wchodziłam do zagrody, na każdego wsiadałam. Tak wiec, jak ze zwierzętami... Najpierw zwierzęta ratowałam. To ludzi tym bardziej trzeba uratować."


Zgodnie ze słowami Sprawiedliwej, w jej mieszkanku w Warszawie mieszkają trzy śliczne kociaki- wszystkie uratowane lub przygarnięte z ulicy. Pani Stefania podzieliła się z nami nawet swoimi marzeniami o posiadaniu konia, bo to zwierzę, które pokochała najbardziej, jednak nie pozwalają jej na to warunki mieszkaniowe:)

Zachęcone szczerością i serdecznością pani Stefanii, postanowiłyśmy zapytać ją o jeszcze jedną, bardzo ważną i osobistą sprawę... czy mogłaby dać nam i naszym rówieśnikom radę, jak postępować i jakie jest jej przesłanie do przyszłych pokoleń. Brzmi ono następująco:

"Należy pomagać. Trzeba. Poza tym trzeba sobie zdawać sprawę z niebezpieczeństwa. Nie wolno powiedzieć, że ja się nie boję, bo to jest głupota. Nie można traktować źle ludzi różnych ras. Wszędzie są ludzie i dobrzy, i źli, i to nie zależy od narodowości."




As we already written in earlier fasts, Mrs. Stefania made on us the huge impression. This is the person with splendid, good and full of the compassion heart. Asked, why she had helped other and had exposed her own health and life, she answered:

"It is necessary to help people. You see -I extremely liked animals, still I love them. When I was a child I always had a squirrel which had burst out of the hollow or a swallow which had burst out of nests. I eternally had to look after something. I brought up the true wolf from the forest and I watered it with the milk. The true wolf! I entered to the every horse's farms, I rode on every. So the rally, as with animals... First I saved animals. So it is more necessary to save people."

In accordance with words of Righteous, in her flat in Warsaw there are three lovely kittens - all saved or clasped from the street. Mrs. Stefania told us about her dreams about the possession of the horse, because this is animal which Mrs. Stefania loves most.
However the housing conditions does not permit her to own a horse:)

Encouraged with the frankness and the cordiality of Mrs. Stefania, we decided to ask her for one more, very important and personal matter... whether she would be able to give us a message to coming generations. It sounds as follows:


"We should help others. It is necessary. Besides it, it is important to remember about danger. It is not allowed to say that I do not fear, because this is the stupidity. We cannot treat people of different races badly. There are good and bad people all around the world, and this is not relative to the nationality."

niedziela, 19 kwietnia 2009

Medal Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata (the medal of Righteous among the Nations)


Medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata został przyznany Stefanii Dąbrowskiej 29 grudnia 1996 roku. Uroczyste wręczenie i uhonorowanie odbyło się w sali Opery Kameralnej 23 maja 1997 roku.

Stefania Dąmbrowska was aworded with the medal of Righteous among the Nations in 29th of December 1996. The ceremony took place in The Chamber Opera in Warsaw.


Medal nadano z inicjatywy wuja Miriam Kurz- Pana Wygodzkiego, który zwrócił się do instytutu Yad Vashem i opowiedział historię Maryśki oraz innych ukrywanych przez Stefanie Dąmbrowską Żydów.


Mister Wygodzki(an uncle of Miriam Kurz) was an initiator. He went to the Yad Vashem Institute and told a story about Miriam Kurz and others Jewish, who had been hidden by Stefania Dąmbrowska.

czwartek, 16 kwietnia 2009

Losy ukrywanych po wojnie (lots of Jewish after the war)

Mimo przeżytych wspólnie wielu niebezpiecznych chwil, każdy w pewnym momencie musi zacząć swoje własne życie- wybrać swoją ścieżkę. Tak też było w przypadku gości pani Stefanii.

„Towarzystwo zamieszkałe w domu rozeszło się.”

Sonia odeszła najwcześniej. Przerażona przypadkową kontrolą, jaka miała miejsce podczas jej zamieszkiwania w Orwidowie, postanowiła wrócić do wuja i wraz z nim zamieszkać w ziemiance niedaleko Niemenczyna.
Po swoim powrocie napisała tylko kartkę, że zarówno ona, jak i jej rodzina żyją i nic im nie jest. Na stałe osiedlili się w Niemenczynie.

Helena, wykorzystując swoje wykształcenie, wróciła do Wilna i zameldowała się jako lekarz-chirurg, po czym rozpoczęła działalność w szpitalu.
Do Heleny wrócił jej mąż z kopalni łupków – ojciec niestety zginął. Wraz z małżonkiem wyjechała do Francji, skąd długo korespondowała ze Stefanią Dąmbrowską.
Ostatni list Sprawiedliwa dostała z Australii. Po zagubieniu korespondencji i adresu zwrotnego postanowiła znaleźć Helenę poprzez gazetę polską- niestety nigdy więcej już nie miała z nią kontaktu.

Po trzech latach wspólnego życia- gdy Marysia miała już 6 lat, przybyła jej babcia, by zabrać ją do domu. Pani Dąmbrowska długo walczyła, by kobieta odstąpiła od swojej decyzji i zostawiła im dziecko, jednak "klamka już zapadła". Marysia wraz ze swoją prawdziwą rodziną wyjechała i umarła w Izraelu. Obecnie pani Stefania ma kontakt z jej siostrą.

Państwo Minkowscy, zaraz po powrocie do folwarku Fedeckich w Wilnie, zostali pojmani przez Niemców i zginęli.

Nata Świerzewska umarła na raka.

Sama pani Stefania pewnego wieczoru dostała bilet i propozycję od swojego wuja by wylecieć jeszcze tej samej nocy do Lublina. Miała zaledwie parę godzin na zdecydowanie się czy zostaje tutaj, czy zostawia wszystko co ma i jedynie z jedna walizką wyjeżdża na stałe.

„No i zdecydowałam się. Zostawiłam wszystko (…)”



In spite of experiencing together many dangerous moments, everyone must begin his own life in the certain moment. Everyone must choose an adeguate path. It was like that in case of guests of Mrs. Stefania.

„The company at home dispersed.”

Sonia left first. Terrified with the accidental inspection, which took place during her habitation in Orwidów, she decided to join the uncle and live together in the dug-out not far from Niemenczyn.
She wrote only the card that both are happy and healthy after her removal . They settled in Niemenczyn.

Helen used her education. She came back to Vilniuses, reported as doctor-surgeon and began the activity in the hospital.
Her husband returned from the mine of slates. Unfortunately, her father was killed. Together with the husband she left to France and she were corresponding with Stefania Dąmbrowska.
The last letter came from Australia. After the loss of the correspondence and the sender's address she decided to find Helen by the Polish newspaper. Unfortunately, she has never found the new adress of Helena Snarska.

After three years of life at Mrs. Stefania's home- when Marysia was already 6 years old, her grandmother came to take her home. Mrs. Dąmbrowska did not want to give up with Marysia, but this had been decided. Marysia left wit her true family. She died in Israel. At present Mrs. Stefania has a contact with her sister.

Mr. and Mrs. Minkowscy had come back to Mr. and Mrs. Fedeccy in Vilnius. After that, they were killed by the German soldiers.

Nata Świerzewska was killed by a cancer.

One evening, Mrs. Stefania got the ticket and the proposal from her uncle that she could escape to Lublin this night. She had only a couple hours on decision. She could fly only with a suitcase.

„Well I decided . I left all ”(…)



środa, 15 kwietnia 2009

Momenty zagrożenia (dangerous moments)

Choć Pani Stefania robiła wszystko, by zapewnić maksymalne bezpieczeństwo Żydom, było także wiele sytuacji zagrażających życiu mieszkańców Orwidowa Dolnego.
Mimo, iż wiele z nich mogło się dla niej skończyć tragicznie, bez zastanowienia pomagała osobom, które akurat tego potrzebowały.
Przykładem takiej sytuacji jest przygoda z ukrywaniem pistoletu.

"To było straszne. Przecież nie wiedziało się... Na przykład Witek wpada do mnie. Sytuacja jest taka, że ktoś mi mówił: 'Panienko na Górny jadą Niemcy[...].' Wpada do mnie Witek, wciska mi w ręce rewolwer i mówi:'schowaj to'. Pod podłogą w łazience jest schowek. Pierwsza moja myśl: wrzucić do tego drewna rewolwer.
Jak przyjdą i pukną w podłogę to zobaczą, że tam jest pustka, jeśli zobaczą, że tam jest pustka, to trzeba zobaczyć, co tam się dzieje. [...] Na ścianie wisiały okrycia, więc wrzuciłam do kieszeni płaszcza."


Chwilę później przybyli niemieccy żołnierze i zgodnie z założeniami pani Stefanii sprawdzili dokładnie cały dom, w tym także schowek w łazience. Gdy znajdowali się blisko płaszczy, oświetlili wszystkie miejsca dookoła nich, ale nie przeszukiwali kieszeni.

Były to jedne ze straszniejszych chwil jakie przeżyła. Na szczęście nic złego się nie stało…




Though Mrs. Stefania did all to assure the maximum safety to Jews, there were many situations which were threatening to inhabitants of Orwidów. Many of those situations could finish for her tragically, but she helped every needing person. An example of such situation was the adventure with hiding a pistol.

"This was terrible. Nobody felt safe... For example Witek came to me. The situation was such that somebody had spoken to me: 'Lady, Germans are coming[...].' Witek came, gave me a revolver and told:'hide this'. Under the floor in the bathroom, there was the locker. My first thought: to throw the revolver into this wood.
If they had come and knocked into the floor they would have seen that there is the emptiness. If they had seen that there is the emptiness, they would have wanted to chack this. [...] On the wall, there were hanging covers, so I threw the pistol into the pocket of the overcoat."

German soldiers came a moment later and they checked exactly all the house (the locker in the bathroom too). When they were near overcoats, they were lighting all places round them, but did not search the pocket and did not found the pistol.

This was one of the most terrible situations. Fortunately, everything was finished with a happy end.


Działalność podziemna ( the Underground )

Pani Stefania formalnie nie była zaangażowana w działalność podziemną ze względu na bezpieczeństwo mieszkających u niej Żydów.
Nie chcąc narażać swoich współlokatorów, korzystała tylko z radiostacji ukrytej na strychu u Witka. Była ona przez cały czas pilnie strzeżona, a ona miała z nią styczność tylko wtedy, gdy do Witka zjeżdżało się dużo młodzieży-kolegów z Korpusu Kadetów, którzy także pragnęli działać.

„Wyglądało to tak jakbyśmy się bawili. Niektórzy starsi uważali nawet, że my się bardzo nieładnie podczas okupacji zachowujemy.”

„Mało tego, spadochroniarzy nam zrzucili. Pewnego pięknego wieczora siedzieliśmy i z pola żyta przywędrowało tych dwóch panów. Następnego dnia sensacja wielka na rybakówce, bo przy stawach rybnych pani hrabiórdzina znalazła w polu żyta kawał pięknego jedwabiu białego.”

Okazało się, iż zbłąkani spadochroniarze, którzy dzień wcześniej „odwiedzili” Orwidów, ukryli swoje spadochrony w zbożu, by nikt ich nie znalazł.



Formally, Mrs. Stefania was not engaged into the underground activity because of safety of Jews who lived with her.
She did not want to expose her room-mates. She used only a radio station which was hidden on the attic in Witek's house in Orwidów Górny. The radio station was diligently guarded all the time. Mrs. Stefania used it only, when a lot of young people arrived to Witek to conspire- they were their friends from Cadet corps which also wished to work pro patria.

„This looked like that we were playing there. Some older considered that our behaviour was very unpleasingly during the occupation”

„Moreover, somebody cast down the parachutists in our area. One beautiful evening, we were together in Witek's house and those two soldiers went from the field. Next day, there was the great sensation in Orwidów, because the certain lady found a piece of beautiful white silk near the fish-ponds.”

All became clear. The parachutists, who had visited Orwidów day before, hid their parachutes in the cereal, because they did not want that somebody find them.


wtorek, 14 kwietnia 2009

Życie codzienne w orwidowskim gospodarstwie (day-to-day reality)

Życie pod jednym dachem z wieloma osobami nie jest łatwe, szczególnie z ludźmi różnych narodowości. Różnimy się charakterami, kulturami, zwyczajami… A co, jeśli ponadto obecność tych osób może sprowadzić na nas niebezpieczeństwo?

Tak właśnie było w przypadku Pani Stefanii. Pojawiały się problemy nie tylko na tle odmienności kultury i niebezpieczeństwa związanego z goszczeniem Żydów, ale także zwykłe, życiowe trudności dotyczące pieniędzy, jedzenia i podziału obowiązków w dużej wspólnocie.

Aby zdobyć pieniądze i pożywienie chwytano się różnych sposobów i prac. Początkowo Stefania Dąmbrowska zarabiała pieniądze wozakując (wożąc i sprzedając drewno). Zajmowała się też uprawą pola. Innym sposobem na zdobycie środków potrzebnych do życia było wyprzedawanie różnych sprzętów domowych: kołder pluszowych, bielizny pościelowej, zastawy stołowej… Najpopularniejszy był handel wymienny. Kradło się z własnego lasu drewno (lasy upaństwowiono), robiło się wiązki i wymieniano na sól lub liście tytoniu, które sprzedawano w wioskach. Często pędziło się wódkę- samogon, którą sprzedawano lub wymieniano na inne towary. Czasami spotykało się również miłych ludzi, którzy dzielili się tym, co posiadali z innymi. Do Pani Stefanii, od czasu do czasu, przychodził znajomy Żyd, który przez pewien okres zarządzał w Orwidowie Dolnym i przynosił za sobą pełen worek jedzenia, dla całej gromadki przesiadującej w gospodarstwie.

Ukrywani Żydzi i Polacy zazwyczaj nie pracowali, by nie rzucać się w oczy, jednak niektórzy z nich zajmowali się handlem i każdy starał się pomagać w prowadzeniu gospodarstwa.

Między domownikami panowała przyjaźń. Nikim nie pogardzano, każdemu udzielano wsparcia i dodawano otuchy:

"Była rodzinna atmosfera. Siadaliśmy wszyscy przy stole, jak było co jeść. Były jak najlepsze stosunki, wszyscy byliśmy po imieniu i wszystko było jak najlepiej."



Life under one roof with lots of people isn’t easy, particularly with people of another nationalities. We are different in characters, cultures and customs… So what, if presence of these people could descended danger on us?

It was the case of Mrs. Stefania. Problems of dissimilarity of culture and danger connected with hosting Jews appeared, but also ordinary, life difficulties concerning money, food and distribution of obligations in big community.

To gain money and food everybody tried so many manners and jobs. Initially Stefania Dąbrowska earned money transporting and selling timber. Also she occupied cultivation of field. Another way of gaining assets wanted for life was outselling of home equipment: plush quilt, underwear, table service… The most popular was interchangeable commerce. Someone had to steal them own timber from them own forest. They was making faggots and they changed for salt or leaves of tobaccos, which they sold in villages. Usually they bootlegged vodka - (moonshine), which was selling or changing for another commodities. Sometimes they met kind people who was dividing everything what they had with other. From time to time Mrs. Stefania hosted a familiar Jew, who administrated through one period of time in Orwidów Dolny and brought full bag of food for all people who were being in farm.

Hidden Jews and Poles did not work usually, because they did not want to stand out, however some of them occupied commerce and everyone tried to help in leading of the farm.

Friendship reigned between household members . Nobody scorned nobody, it lends support and it adds reassurance each other.

“It was family atmosphere. We were sitting at the table, if we had something to eat. We had good relations, we knew our names and everything was fine.”